Pirańskie małże - wspomnienia kulinarne ze Słowenii

Pirańskie małże -wspomnienia kulinarne ze Słowenii

Zapiekane mule w pomidorach  

Pirańskie małże wywołują wspomnienia mojej wyprawy do Słowenii. Kiedy je robię wracam myślami do miejsca, gdzie je po raz pierwszy jadłam :-)  I choć jestem zdania, że lokalne produkty smakują najlepiej w warunkach, w których powstały, ale to danie akurat jest wyjątkiem. Ogromnym plusem tego typu wypraw są potrawy, które w tamtych okolicznościach pokochaliśmy i możemy przenieść się do nich wspomnieniami, przyrządzając je samemu. Jesteśmy bogatsi o takie doświadczenia.

Dzisiaj w obliczu pandemii tęsknię za wyprawami i planuję kolejne,wierząc, że w tym roku w końcu uda mi się zrealizować choć jedną. Zima to odpowiedni moment na zaplanowanie urlopu.  Oferty na rynku są dużo tańsze, a ich duża ilość pozwala na rozszerzenie kryteriów poszukiwań. Przeglądając katalog Itaki, możemy się o tym przekonać.


Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że stosunkowo mała Słowenia jest bogactwem dla miłośników kulinariów. Kraj, który swoją niepodległość zdobył blisko 30 lat temu, leży między Włochami, Austrią, Węgrami i Chorwacją. Słowenia była częścią Cesarstwa Austro-Węgier, a potem  Jugosławii. Zarówno sąsiedzi, jak i historia tego kraju miały decydujący wpływ na jego kulturę oraz kuchnię.  Kiedy zmieniały się granice, również kuchnia przechodziła zmiany. I te wpływy sąsiadów mocno wpływały na smaki. Na zachodzie Słowenii możemy smakować dań przygotowywanych z produktów o włoskim rodowodzie. Na wschodzie to wpływy słowiańskie, a północ to przeważnie wpływy austro-węgierskie. W Alpach natomiast regionalna kuchnia charakterystyczna jest jak dla mieszkańców gór. Bywa, że te różnice są zauważalne co 20-30 km, kiedy region się zmienia.

Z kuchni austriackiej Słoweńcy zapożyczyli zamiłowanie do kiełbasek, kotletów i strudla. Wyraźny wpływ kuchni włoskiej przejawia się w licznych daniach , między innymi znajdziemy  risotto, gnocchi, czy makarony. Jest również oczywiście pizza i ravioli. Kuchnia węgierska „oddała” Słoweńcom swój gulasz wołowy, duszonego kurczaka, czy paprykarz.  Bałkany do kuchni słoweńskiej dorzuciły m.in. burek i cevapcici.

Słowenia posiada dostęp do morza. Wybrzeże Adriatyku wynosi zaledwie 46 kilometrów, ale wystarczy, aby w tym rejonie serwować świetne dania z ryb i owoców morza. Grillowane ryby, ośmiornice, czy  kalmary to sztandarowe dania, które zjesz w Piranie.

Poniżej mule zapiekane w pomidorach, zjedzone w barze na ulicach Piranu, które tak mi zapadły w pamięci, że odtwarzam je często w warunkach domowych.

Podczas mojej wyprawy do Słowenii chciałam  posmakować kulinariów tego pięknego kraju. Najlepiej jak połączymy zwiedzanie  z poznaniem lokalnej społeczności i ich zwyczajów. A  udaje się to najbardziej, gdy spróbujemy regionalnej kuchni, bo jak mówi przysłowie – przez żołądek do serca…;-) Przeważnie starałam się wybierać ryby i owoce morza, bo fascynuje mnie  ich przygotowanie, co widać przy moich wyborach w restauracjach. Zakupy podczas takich wypraw również podporządkowuję kulinariom. Przywożę to czego próbuję. Jestem tak nakręcona nowymi doznaniami, że chcę je również wprowadzić w domu.

Grillowane kalmary podane z sałatką Blitva.


W  przypadku Słowenii określenie: "małe jest piękne" sprawdza się na 1000%!  Nazywana także Europą w miniaturze oczarowuje malowniczością: błękitne morze i alpejskie szczyty, cudne jeziora, bajkowe zamki i słynne jaskinie to koniecznie trzeba zobaczyć! Warto zwiedzić także piękną i bardzo zadbaną stolicę Słowenii - Lublanę.

Polecam wyprawę do tego kraju. Dobre wino, wspaniałe tereny górskie Alp Julijskich i niezwykły Triglavski Park Narodowy sprawią, że pokochamy Słowenię.

Poniżej kilka migawek z mojej wyprawy:

1.  BLED - miejscowość malowniczo położona nad jeziorem ze słynnym kościołem na wyspie.

2.  Bohinj - największe jezioro Słowenii leżące u podnóża Alp Julijskich.

3. Wąwóz  Vintgar - część Triglavskiego Parku Narodowego. Spacer po metalowych kładkach, które zawieszone są kilka metrów nad rzeką Radovną, na końcu wąwozu wyłania się spektakularny wodospad Šum.



Choć jest to niewielki kraj, posiada aż trzy regiony winiarskie, które znacznie różnią się od siebie w produkcji wina i jego smaku i są to: Primorska, Posavje i Podravje. Warto wybrać się na degustację do któreś z winnic, gdzie oprócz pysznego wina można dobrze i smacznie zjeść na łonie natury, podziwiając przepiękne widoki. 

Co warto zjeść w Słowenii:
  • oczywiście  ryby i owoce morza
  • Sałatka Blitva - ziemniaki z boćwiną lub szpinakiem podawane do grillowanych kalmarów,
  • Kraški pršut - suszona, dojrzewająca szynka, która od czerwca 2012 znajduje się w unijnym rejestrze chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych
  • Zlikrofi - pierogi z ziemniakami
  • Gobova rižota - risotto z grzybami
  • Kranjska pojedina - żeberka z kapustą
  • Matevž z suhim mesom - fasola z mięsem wędzonym
  • Prekmurska gibanica - deser z rejonu Prekmurje, kilkuwarstwowe ciasto z orzechami, makiem i serem
  • Struklji - pierożki z serem, orzechami, jabłkami i makiem
  • Potica - ciasto z orzechowe (najczęściej podawane na Boże Narodzenie)
  • Kremska rezina - tradycyjna kremówka w miejscowości Bled, której zdjęcie jest poniżej

Zakupy – co warto przywieźć ze Słowenii: 

  •  olej z pestek dyni pochodzący ze Styrii
  • kwiat soli morskiej Fleur de Sel – maleńkie, biało-różowe piramidalne kryształki – to najcenniejsze zbiory z Saliny Piran. Kwiat soli morskiej używany jest przez szefów kuchni w oryginalnych daniach, stanowiąc niezastąpioną przyprawę
  • miody 
  • szynkę suszoną Kraški pršut - z regionu Kras – w okolicach jaskini Postojna. 
  • wina
  • oliwę z oliwek

Na koniec zapraszam Was na mule zapiekane w pomidorach, które odtworzyłam po powrocie z wycieczki.

Składniki:

  • 1 kg muli,

  • 1 cebula,

  • 2 ząbki czosnku,

  • 4 - 5 pomidorów,

  • 1 łyżka oliwy z oliwek,

  • chlust białego wina,

  • sól, cukier, pieprz,

  • 0,5 pęczka natki pietruszki,

  • 1/4 łyżeczki płatków chilli,

  • ser mozarella

+

  • 1/2 szkl. białego wytrawnego wina,

  • 1 ząbek czosnku.

Przygotowanie:

Umyć i wyszorować zamknięte małże. Gdy, któraś jest otwarta to należy ją wyrzucić. Do garnka wlać wino i wdusić czosnek, gotować małżeokoło 4 minut. Po tym czasie jeśli, któraś muszla się nie otworzy, to też należy ją wyrzucić. Mi na kilogram odpadło 4 sztuki. Na oliwie podsmażyć cebulkę pokrojoną w kosteczkę, dorzucić czosnek, płatki chilli. Następnie obrane ze skórki (po wyparzeniu) i pokrojone pomidory wrzucić  do cebuli. Dusić chwilę, dolać wina, przyprawy. Na sam koniec, gdy sos będzie odparowany wsypać poszatkowaną natkę pietruszki.

Muszle podzielić na pół, wyrzucając pustą część, a te z przymocowanymi małżami ułożyć na dnie naczynia żaroodpornego (można wysmarować formę oliwą). Zalać wszystkie sosem pomidorowym i na koniec zetrzeć mozarellę ( ilość wg uznania). Zapiekać do zrumienienia około 20 minut w temp, 190 stop. C. Podawać z bagietką.


Zachęcam do zerknięcia na letnią ofertę biura Itaki do Słowenii.  Jest w czym wybierać. Można wybrać pobyt w hotelach z dojazdem własnym jak i wycieczki objazdowe.Wszystko zależy od tego, kto co lubi:-)

Życzę udanych i smacznych wyjazdów w tym roku!

*Wpis sponsorowany



Podróże kulinarne

Wpis sponsorowany


Zima to odpowiedni moment na zaplanowanie urlopu.  Oferty na rynku są dużo tańsze, a ich duża ilość pozwala na rozszerzenie kryteriów poszukiwań. Przeglądając katalog Rainbow możemy się o tym przekonać.

Jak się domyślacie, dla blogerki kulinarnej wybór jest oczywisty - kieruje się podróżami kulinarnymi.  Czyli dla mnie priorytetem w planowaniu jest miejsce, gdzie można poznawać smaki - te dla duszy i te dla ciała;-). Najlepiej jak połączymy zwiedzanie zabytków z poznaniem lokalnej społeczności i ich zwyczajów. A  udaje się to najbardziej, gdy posmakujemy regionalnej kuchni , bo jak mówi przysłowie – przez żołądek do serca…;-) Może, żeby ułatwić Wam wybór miejsca przybliżę swoje kulinarne wojaże z argumentacją, dlaczego na pewno tam jeszcze wrócę. Pierwszy wybór to Hiszpania - kraj, który nam się kojarzy ze słońcem, przekąskami tapas,  flamenco, pysznym winem, corridą, pięknymi, pełnymi zabytków miastami i kilometrami długich plaż…
Bary Tapas to prawdziwy raj dla smakoszy. Jadąc do Barcelony miałam zaznaczone miejsca obowiązkowe do degustacji i Bar Can Paixano był jednym z nich.  Poznacie go bez trudu po tłumie wewnątrz. Wszyscy spożywają, stojąc, a tradycją jest rzucanie serwetek na ziemię, a nie do kosza;-)) Pamiętajcie o tym;-)! Specjalnością knajpy jest cava (wino musujące), które świetnie smakuje zagryzane bułką z kiełbasą, ale też genialnie komponuje się z owocami morza oraz większością tapas.  Dla chętnych jest tam również sklep z produktami regionalnymi i właśnie winem Can Paixano. Polecam różowe;-)

Gozo i Malta - leniwe i spokojne wakacje



Mój tegoroczny urlop zaplanowałam już rok wcześniej. Taka forma spędzania czasu w gronie przyjaciół i znajomych bardzo mi odpowiada. Na wyjeździe wrześniowym było nas 16 osób (8 par). Oczywiście sama bym tego do końca nie spięła. Poprosiłam o pomoc  moją przyjaciółkę Justynkę, z którą już bywałam  na Jej autorskich wojażach.  I tym razem nie zawiodłam się. Wszystko było dopięte i perfekcyjnie dopracowane. Pomysł wyjazdu okazał się być strzałem w 10, bo nie było osoby, która byłaby niezadowolona z takiej formy wypoczynku. Wynajęte mieliśmy 2  10-osobowe domy (tzw. farmhouse, z których  Gozo słynie), połączone  tajemną furtką w ogrodzie. Dzięki temu wszystkie posiłki jadaliśmy wspólnie na tarasie. Tu również spędzaliśmy nasz wolny czas podczas wieczornych biesiad. Doskonałe jedzenie popijane lokalnym winem z lekko słonawym posmakiem (Issland effect), spora dawka humoru, otoczenie bliskich osób, klimat i spokój wyspy, bez tłumów... Możecie uwierzyć mi na słowo – było cudnie:-) Dziewczyny rozpieszczały nas gozańskimi przysmakami, przygotowując pyszne posiłki i zaskakując różnorodnością smaków. Między innymi dlatego preferuję  wyjazdy w takiej formie. Oczywiście sama też miałam malutki wkład w te doznania;-)
Podróż rozpoczęliśmy zbiórką na lotnisku we Wrocławiu, z którego mieliśmy lot na Maltę (około 2,5h). Stamtąd autobus zawiózł nas  na prom do miejscowości Cirkewwa. Po 30 minutach byliśmy już na Gozo.  Do miejscowości Xaghra, gdzie rezydowaliśmy mieliśmy bardzo blisko. Trasę taką pokonywaliśmy kilkakrotnie, bo oprócz Gozo poznawaliśmy również największe atrakcje Malty.
Poniżej zdjęcia z naszej wyprawy. Z założenia to nie miała być  stricte wycieczka, ale raczej relaksowy, luźny wypad. Jednak  jedno  nie wykluczało drugiego.  

Przywiezione z podróży - Włochy Pólnocne (Jezioro Maggiore)



Już czas najwyższy zrobić wpis z naszych wakacji, bo zaraz jesień nadejdzie i ciężej będzie się wspominało.
 

W tym roku urlop rozpoczęliśmy już w czerwcu, a miejscem docelowym były Włochy – jezioro Maggiore położone  w Alpach Lombardzkich, na pograniczu Piemontu i Lombardii. Region charakteryzuje się korzystnym, łagodnym śródziemnomorskim klimatem, co sprzyja rozwojowi roślinności. Zaskoczył nas widok palm, rosnących wzdłuż brzegu.  Okres, w którym byliśmy przypadł na kwitnienie kwiatów i przywracał nas o prawdziwy zawrót głowy;-) W przenośni i dosłownie. Krzewy hortensji i mury porośnięte jaśminem niektórym uczestnikom naszej wyprawy dały się mocno we znaki.  Narzekali na mdłości od tych różnorodnych słodkich zapachów. Na szczęście mi to nie przeszkadzało. Po raz pierwszy widziałam takie okazy, z kwiatostanami wielkości kalafiorów.

Przywiezione z podróży - Chorwacja Północna


Drugą część mojego urlopu spędziłam aktywnie zwiedzając  Chorwację Północną i Słowenię. Pojechałam tam na zorganizowaną wycieczkę firmową. Była ona zupełnie inna niż taka przygotowana przez typowe biuro podróży. Dzięki Justynie, właścicielce biura podróży lemon&lime   każdy wyjazd zaskakuje i chce się więcej i więcej. Po Toskanii (klik), a teraz Chorwacji, jestem skłonna jeździć na takie grupowe wojaże tylko z tym organizatorem. Pełny profesjonalizm. Spędziliśmy  urlop nietypowo i we wspaniałej atmosferze (to również zasługa naszej przewodniczki Agi:-))
 
 
Zakwaterowani byliśmy w Lovranie, jednym z kurortów Riwiery Opatijskiej, jakże różniącym się od typowych południowych miejscowości letniskowych. Stamtąd wyruszaliśmy na nasze wycieczki.  

W trakcie pobytu niewiele było czasu na leniuchowanie (raptem jeden dzień)  Arakcją tego wybrzeża jest 12 kilometrowa promenada wzdłuż brzegu morza, która ciągnie się do pobliskiej Opatiji.  Podczas spaceru przyjemnie było przysiąść na ławce lub wykąpać się w jednej z wielu urokliwych zatoczek.  

Opatija  była dawniej jedną z najbardziej elitarnych miejscowości letniskowych Monarchii Austrowęgierskiej. Swoje wakacje spędzało tam wiele znakomitości. Od członków rodziny cesarskiej począwszy aż po artystów, naukowców i polityków, wśród których byli także Polacy - Józef Piłsudski, Henryk Sienkiewicz, Witkiewiczowie  i pewnie wielu innych;-) Eleganckie wille i hotele, przepiękne parki  przypominały mi bardzo nasze kurorty ze starymi pensjonatami na południu Polski. Całą infrastruktura dawała obraz bardzo klimatycznych  miejsc, w przeciwieństwie do letniskowych miejscowości nadmorskich z nowoczesnymi wieżowcami prześcigającymi się różnorakimi atrakcjami. Będąc tam mogłam oczami wyobraźni przenieść się do odległych czasów, w których  damy w długich sukniach przechadzały się po pachnących ogrodach …


W hotelu mieliśmy do dyspozycji taras, gdzie swobodnie biesiadowaliśmy każdego wieczoru pokaźną grupą, każdego dnia większą. Dużym plusem, głównie dla naszych kubków smakowych, była możliwość smakowania kuchni bałkańskiej w okolicznych tawernach. Region ten słynie z Kvarnerskich  krewetek i kalmarów, trufli,  istryjskiej szynki wędzonej „pršut”, oliwy z oliwek, kasztanów. Z trunków posmakowaliśmy  rakiji oraz lokalnych  win wytrawnych Teran i Malvazija, które znakomicie komponowały się z serwowanymi specjałami na talerzu. Poniżej  kvarnerskie kalmary: 


  
i specjalność regionu - sałatka z ośmiornicy. Niebo w  gębie:-)


Zwiedzaliśmy pobliskie miasta, które ciągnęły się wzdłuż wybrzeża. W Rijece mieliśmy możliwość być w najstarszym Sanktuarium Maryjnym w Chorwacji, które słynie z wielu wysłuchanych modlitw i licznych pielgrzymek wiernych.  
W Puli  oprócz amfiteatru rzymskiego, górującego  nad miastem i   spaceru na Stare  Miasto zapamiętam jeszcze grillowane kalmary podane z sałatką ziemniaczano-szpinakową ;-) Tak niewiele trzeba, aby poczuć się dopieszczoną i spełnioną, w aspekcie kulinarnym oczywiście;-)

 Czyż nie wyglądają cudownie? 

 
Największe wrażenie natomiast wywarł na mnie Rovinj – najpiękniejsze miasteczko nadmorskie zwane Małą Wenecją. Urokliwe, otoczone promenadą, tętni życiem.
 
Spacerowaliśmy labiryntami wąskich uliczek, podziwiając okna i przystrojone lawendą podwórza. Liczne kawiarenki zachęcają do odpoczynku i zapraszają do ugaszenia pragnienia słynnym aperole spritz, które smakuje tylko tam. Jest to chyba najbardziej „włoskie” miejsce w Chorwacji.


Mewy towarzyszyły nam wszędzie, nawet biesiadowały z nami;-)



Chorwacja również zachwyca  czarem licznych wysp.  Wypłynęliśmy w głąb zatoki Kvarnerskiej na  Krk i Cres. Rozkoszą dla oczu były  widoki białych  skał z porośniętą roślinnością, zatoczek zanurzonych w błękicie Adriatyku z zacumowanymi łodziami przy brzegu. Urzekała cisza panująca nad morzem, którą można się było delektować. W powietrzu unosiła się woń lawendy i szałwii. Słychać było świergot ptaków...
Tam naprawdę można wypocząć.



Podczas rejsu załoga statku zaserwowała nam grillowaną makrelę. Smakowała jak najlepsze danie z ekskluzywnej restauracji. Udzieliła nam się atmosfera sielanki :-)


Taką Chorwację pełną aromatów i smaków zapamiętam.  I obiecuję sobie, że tam wrócę...






Na Słowenię już  nie starczyło miejsca, ale obiecuję, że będzie wkrótce:-)
 

















Copyright © zacisze kuchenne